Przejdź do treści
Strona główna » Blog » zimowa opowieść. Midline na fortach bema

zimowa opowieść. Midline na fortach bema

’PROLOG’

No ja się kuwa poddaję!
Nikt mnie więcej na to nie namówi, nikt mnie już nie omami!
Na mróz wyszłem. Na wicher przeszywający wyszłem, jak ten mors do przerębli na taśmę weszłem. Nawet łapki jak prawdziwy mors uniosłem wysoko, żeby niby nie zamoczyć… Fejm obiecywali na insastorisz… Lajeczki obiecywali i pełne wzruszenia komenty („Wow! Stary, masz tak czerwoną klatę, że aż dziw, że ci dupa nie odpadła. Kozak jesteś!!!)… I gdzie się to wszystko podziało?! Ja się pytam gdzie? Zimno tylko zostało.

A poważnie, to postanowiliśmy wrzucić parę naszych fotek, żebyście nie myśleli, że stare pierniki tylko w kapciach siedzą, popierdują w fotel i mędrkują o slacku na fejsie. Fotki ledwo co wystygły, bo to nasza zeszłoweekendowa Strefa walentynkowa.

Będziemy wrzucać od jutra po jednym zdjęciu dziennie lub dwóch, z jakimś tam opisem (4-5 dni oceniam). Może ułoży się z tego wszystkiego jakaś krótka i zabawna historia bez sensu… lub też się nie ułoży i będzie nuda, żenada i zbędna produkcja słów. Nigdy na początku nie wiadomo. Także nie zachęcałbym, gdyby nie ładne fotki.

‘TOM I’
 
„Bozycku, jak ja kocham te wszystkie węzełki, bananki, szekielki i frejmiki! Jak ja kocham to riggowanie i te przy nim rozkminy! (…) Jeszcze to tu ładnie ułożę i czołg będzie można zaraz powiesić… A właśnie.”
 
– Miisiek! Polecisz z taśmą na drugą stronę i założysz stanowisko?!
 
/Zakrzyknął Paweł do Michała…/
 
hmm… w sumie zbędny komentarz. Można było z kontekstu wynieść.

‘TOM II’

„Że na drugą stronę? Że ja??”

– Aaaa… Nie mogę teraz! Drzewo trzymam!?? Ono jakoś tak licho wygląda i mizernie. Obalić się może w każdej chwili albo jak zapałka przełamać. Nawet ta owijka chyba nie pomoże, co ją tu założyłem w miejscu najbardziej narażonym na pęknięcie. Auri zapytam.

– Aurii!!! Polecisz z taśmą!?

/Zawołał Michał do Aurelii, której akurat nie było w kadrze, bo stała w offie, skąd ona odkrzykiwać poczęła/ – kolejna żenująca narracja. To nie rokuje.

– Sorry chłopaki! Nie mam czasu! Karmię…? Kury karmię! Taś taś taś… cip cip cip…

’TOM III’
 
„No niby tacy przyjaciele. Niby tacy mili i uczynni w słowach, ale jak człowiek sam nie zariguje, to sobie nie pochodzi… Choć w sumie nie ma tego złego. Rozgrzałem się… Poza tym strasznie lubię ten komin. Ma w sobie coś takiego magicznego. Samą formą już przyciąga, a dodatkowo ta eksponowana cegła, te żelazne okucia, pręty… A to miejsce na górze prawie jak, hmm… gniazdo? I widok taki na okolicę wspaniały. I wdech i wydech… No no, już się trochę uspokoiłem, ale jak wrócę, zjem ich ciasto*”.
 
/Pomyślał Paweł/ …narrator nie pomyślał.

*Jest taki stary i mocno pielęgnowany zwyczaj wśród slacklinerów, że na spotkania przynosi się ciasto. Tak naprawdę nawet nie wiadomo skąd ów zwyczaj się wziął. Ostatnio nikt już za bardzo nie drąży tego jakże ważkiego dla społeczności tematu. Z jednej strony to trochę przykre, że prawdopodobnie nigdy się tego nie dowiemy, ale z drugiej strony ciężko drążyć z gębą pełną ciasta.

‘POSŁOWIE’
 
„Słońce wyjszło. Słońce zajszło. Kury odleciały”
 
KONIEC
 
/Nie wiesz o co chodzi? Ta historia i tak nie miała mieć większego sensu, poza puentą oczywiście, którą właśnie przeczytałeś… ???/ /Mi$