Przejdź do treści
Strona główna » Blog » Polskie marki slacklinowe – I sprzęt slackline

Polskie marki slacklinowe – I sprzęt slackline

Dziś zajmiemy się polskimi markami, które aktualnie istnieją i są rozpoznawalne na całym slacklinowym świecie. A mamy czym się pochwalić i z czego być dumnym – i jesteśmy z tego dumni. Dlatego uprzedzając pytania, nie jest to w żaden sposób artykuł sponsorowany. Opisujemy wedle własnego doświadczenia i wiedzy. Treść z kolei została wygenerowana dzięki uprzejmości ułomnej inteligencji naturalnej, odróżniając ją zasadniczo od inteligencji sztucznej.

Część pierwsza będzie poświęcona markom zajmującym się sprzętem slackline, czyli wszelkiego rodzaju taśmami, systemami do ich napinania, bananami (przyrządy do blokowania taśmy), zestawami dla początkujących i całym slacklinowym ekwipunkiem umożliwiającym bezpieczny montaż taśmy. Będzie naprawdę kolorowo, dosłownie i w przenośni. W tej części znajdą się też… konie??? W drugiej części zajmiemy się bardziej slacklife, czyli polskimi markami funkcjonującymi w inny sposób w światowym slacklinowym ekosystemie. I obiecujemy, że kolor nie wyblaknie.

W niniejszym artykule nie omówimy natomiast wydarzeń takich jak Urban Highline Festival czy OFCA highline. I choć będziemy do nich nawiązywać, bo są to imprezy rozpoznawalne na świecie, które można traktować jako silne polskie marki slacklinowe, to zostały one już co najmniej raz opisane. Dlatego w tym momencie naszym ulubionym festiwalom mówimy pas i skupiamy się wyłącznie na markach sprzętowych (- I sprzęt slackline) oraz szeroko pojętym slacklife (- II slacklife), z wyłączeniem eventów. Całość przedstawimy chronologicznie, od najstarszych brandów, do najmłodszych. Będziemy się starać wyjaśniać różne pojęcia i procesy, żeby było to danie strawne nawet dla największych slacklinowych laików. Co tydzień postaramy się opisywać jedną markę, a całość będzie dostępna w dwóch artykułach na blogu. I nie przedłużając, zaczynamy.



Slackhouse – dom taśmy

Prawdopodobnie żadnemu slacklinerowi w naszym kraju nie trzeba tej marki przedstawiać, natomiast historię przybliżyć zawsze można próbować.

Slackhouse powstał z inicjatywy Macieja „Bora” Borucza i Rafała „Pigmeja” Kubiaka, w 2011 roku, w Łodzi. Spłycając do poziomu niskiej taśmy: pierwszy z nich to pionier trickline w naszym kraju, drugi – rekordzista Polski w longline. Bor odpowiadał za część eventową brandu, Pigmej za produkcję sprzętu i sprzedaż. I choć Slackhouse cały czas uczestniczy w eventach, my zajmiemy się głównie jego rozwojem sprzętowym.

Jest początek roku 2011, wchodzimy na zaplecze sklepu i naszym oczom ukazuje się piękna, ciemnobordowa, z czarnymi krawędziami taśma. To pierwsza polska taśma nylonowa. Nylon tak rozciągliwy jak gumka od majtek babci Zosi, prawie niemożliwy do naciągnięcia. Ten produkt nigdy z zaplecza nie dotarł do sklepu, natomiast jego obserwowalne właściwości przysłużyły się niepomiernie do wyboru pewnej nazwy. Była to bowiem generacja 0 taśmy, którą wszyscy poznamy później jako… Ale to później.

Bo w międzyczasie do sklepu wchodzi pierwszy zestaw slackline dla początkujących – Monster, z 25 metrową taśmą. Wtedy jeszcze nie był to produkt Slackhouse, lecz nieistniejącego już dziś Slackline.pl. Niby sam początek, ale tętent zaczyna być coraz bardziej słyszalny.

Octopussy – taśma poliestrowa

Produkcja od razu rusza z kopyta i jeszcze pod koniec 2011 roku pierwsze Octopussy wjeżdża na półki sklepowe. Jest pomarańczowe w środku, zielone na brzegach i prawie żyje. Jest pierwszym oryginalnym produktem firmy Slackhouse, który trafił do masowej produkcji. Taśma jest idealna zarówno na longliny, jak i na dłuższe highliny. Dobrze trzyma się pod stopą i szybko zdobywa renomę w kraju, a i zagranica powoli zaczyna ją doceniać. Kolejne generacje mają już lekko przetarty szlak. Druga generacja też pomarańczowa, ale z brzegiem fioletowym. Do dziś szczelnie przechowywana i na specjalne okazje wyciągana przez szczęśliwych koneserów Octo. Potem była seledynowo-niebieska, dalej generacje białe… Stop!

3 pierwsze generacja Octopussy

W tym miejscu warto wyjaśnić o co chodzi z tymi generacjami i czym różni się jedna od drugiej, prócz koloru. Otóż konstrukcją taśmy, jej kręgosłupem, jest splot. Gdybyśmy zmienili splot, to w zasadzie powinniśmy zmienić nazwę taśmy. Tak więc wszystkie generacje kolejnych taśm o tej samej nazwie, powinny mieć mniej więcej zachowany splot. A co za tym idzie – właściwości, takie jak rozciągliwość, wytrzymałość taśmy i jej masa (liczona w gramach na metr). Z kolei tkanie taśmy, szczególnie na starszych maszynach, to rodzaj rzemiosła i zaangażowany jest w to człowiek. A jak wiemy, czynnik ludzki potrafi być zmienną nieprzewidywalną. W zależności więc od fabryki, która taśmę tka, efekt końcowy może być różny, a różnice marginalne bądź istotne. I tak każda kolejna generacja, pomimo zachowania głównej konstrukcji, w sposób mniejszy lub większy różni się od poprzedniej. Jedna jest bardziej spokojna, druga odwrotnie, sprawia wrażenie, że żyje przy każdym kroku, trzecia ma delikatniejsze krawędzie, etc.

A skoro już mamy niejaką świadomość w temacie struktury taśmy, to śmiało możemy donieść, że na początku 2025 roku na półki trafiła 6 generacja Octopussy. I jak ktoś lubi w kolory, to jest ona biała w środku, po bokach niebieska lub czerwona, w zależności od strony, z czarnymi krawędziami.

Rubber Band i nylony

Po falstarcie z gumką od majtek, opisanym na wstępie, pierwszy Rubber Band (gumka recepturka), bo taka nazwa się z tego doświadczenia wykluła, trafia na półki w 2012 roku.

Jest biały, z czerwonymi krawędziami, mięciutki w dotyku i wszyscy początkujący highlinerzy cenią go za spokój pod stopą oraz bezbolesne leash fall’e (upadki z taśmy). Tu warto wspomnieć, że taśmy nylonowe mają o wiele większą rozciągliwość i elastyczność niż taśmy poliestrowe. Dlatego upadek na lonżę na nylonowej taśmie highline jest o wiele mniej nieprzyjemny – jest mniejsze szarpnięcie uprzęży, odczuwalne w odcinku lędźwiowym kręgosłupa.

Gdzieś w okolicach 2016 – 2017 roku zaczyna raczkować nowa slacklinowa dyscyplina – highline freestyle – wykorzystująca rozciągliwość i dynamikę taśm nylonowych do tricków na wysokości.

„Rubbber wijący się w trawie” – fotografia udostępniona przez Muzeum Węży w Przasnyszu

I wtedy właśnie Rubber Band zaczyna podbijać slacklinowy światek najlepszym stosunkiem ceny do jakości… Dziś mamy już 3 generację Rubber Band, a z początkowych pięciu kolorów 3 już dawno wyszły z półek i ruszyły w świat.

Wychodząc naprzeciw oczekiwaniom rynku, w roku 2020 na półkach melduje się Rubbit. Stworzony stricte z myślą o akrobacjach na highline freestyle, znany jest dziś w całej Europie… I żeby nie być gołosłownym, to wyobraźmy sobie, że każda dbająca o wizerunek światowa marka sportowa ma swoich rozpoznawalnych zawodników, odpowiedzialnych za promocję brandu, tak jak każda licząca się stajnia ma swoje konie wyścigowe. W stajni Slackhouse znajdziemy absolutną perełkę, najlepszego na ziemi, hiszpańskiej krwi ogiera – Davida Palomo aka Sakalomo – aktualnego mistrza świata w highline freestyle. Stawkę dopełniają dwa równie niesamowite rumaki – Grzegorz Hoffmann i Adam „Cygan” Kamiński – rekordziści Polski w przejściu najdłuższej taśmy highline, a zarazem dwaj najlepsi w naszym kraju freestylerzy. Czyli jest rzeczywiście czym się pochwalić i jest naprawdę światowy poziom.

Sakalomo… je

Zestawy slackline

Zestaw slackline to coś, od czego wszyscy zaczynaliśmy tę przygodę, coś, co dalej chętnie zabieramy na piknik do parku, coś, co często wzbudza euforię u dzieci. Podstawowy zestaw to taśma + napinacz. W zależności od zestawu dochodzą do tego akcesoria dodatkowe: owijki na drzewa, linka zabezpieczająca napinacz, instrukcja obsługi i torba na całość. Dlatego wybierając zestaw slackline, zawsze zwracamy uwagę na to, co wchodzi w jego skład, ponieważ dodatkowe elementy zwykle mają wpływ na cenę.

Jako pierwszy na tapetę idzie wspomniany wcześniej zestaw Monster. Hmm… fioletowy. Dziś już produkt Slackhouse, od kiedy ten przejął poprzedniego producenta. Ale Monster?! Nie daj się zwieść nazwie. Ta taśma ma dynamikę żółwia, a idąc za wcześniejszą metaforą – starej szkapy. Stara szkapa jest spokojna, rozbrajająco flegmatyczna i nie zrzuca z siodła. Cały Monster w jednym zdaniu. Niemniej to świetny wybór na start przygody ze slacklinem — dzięki jego właściwościom można po stosunkowo krótkim treningu przejść całą długość taśmy (25 m), podczas gdy na tych bardziej dynamicznych zajęłoby to o wiele więcej czasu. Fakt, że jest w sprzedaży nieprzerwanie od ponad 15 lat, prawdopodobnie potwierdza powyższe spostrzeżenia.

A teraz pierwszy zestaw od początku stworzony przez Slackhouse. W 2016 roku pod witrynę sklepową przygalopował zestaw Buddha. Początkowo w czterech kolorach – czarny, czerwony, niebieski i żółty – dziś dostępny w trzech. Również 25 metrów, ale totalnie różniące się w zachowaniu od Monstera. Gdzie jeszcze na krótszych odcinkach taśma zachowuje spokój, na dłuższych w pełni daje się odczuć jej dynamikę, elastyczność i nie ukrywajmy – moc. Świetna do zabawy i kolejnych etapów rozwoju w slackline, o ile nie traktujesz tej przygody epizodycznie. Podstawowa różnica między Monsterem a Buddhą? Starą szkapą, nie pogalopujesz.

Monster
Buddha
Laser

Na zakończenie zestaw najmłodszy i najmniejszy, zestaw Źrebak, tfu! Laser! Laser ma 15 m długości i 5 cm szerokości – jest szerszy od poprzednich. Urodził się w 2019 roku w kolorze pomarańczy i od razu stał się hitem u nas, na Strefie Slackline. Niezależnie od wielkości strefy, jaką akurat stawiamy, około 15-20% taśm to zawsze Lasery. Laser jest spokojny i pogodny w usposobieniu, aczkolwiek można wydobyć z niego dynamikę i sprężystość. Cenią go sobie mali i duzi, dla których jest to często pierwszy w życiu kontakt ze slackline.

Slackhouse – Podsumowanie Marki

Slackhouse to najbardziej rozpoznawalna i wszechstronna polska marka slacklinowa. Ma 15 lat doświadczenia w produkcji slacklinowego sprzętu, w tym taśm, których sploty należą do najlepszych na świecie. Uchylając rąbka biznesowej tajemnicy — głównym rynkiem zbytu taśm jest Europa, a od niedawna również Korea Południowa. Na rodzimym podwórku największym powodzeniem cieszą się zestawy slackline. W sklepie Slackhouse znajdziesz pełne wyposażenie slacklinowe — od taśm po akcesoria — wszystko z gwarancją jakości. Dlatego, gdy ktoś znowu zapyta: „Po co mam inwestować w taśmę slackline, skoro wystarczy pas transportowy?”, odpowiadamy pytaniem: „A czy wystartujesz koniem pociągowym w zawodach jeździeckich?” I zaraz potem dodajemy: „Pewnie, że wystartujesz! Ale czy o to naprawdę ci chodzi?”


Petram Slacklines – Laserowa inżynieria na taśmie

Jeżeli jesteś początkującym slacklinerem, to w Petram kupisz ewentualnie coś na prezent (póki co). Może być to prezent dla ciebie samego z bliżej nieokreślonej przyszłości. Musisz jedynie dojść do poziomu, aby móc z tych sprzętów skorzystać. Jednym słowem oferta tej manufaktury skierowana jest do doświadczonych slacklinerów.

Petram Slacklines została powołana do życia przez Kubę Bałdycha, w 2014 roku i ma siedzibę we Wrocławiu. Kuba zajmuje się slackline od roku 2013 odnosząc po drodze sukcesy w zawodach trickline i robiąc pokazy na wysokiej taśmie highline. Jak sam przyznaje, produkcją sprzętu slackline zajął się z powodu jego niewielkiej dostępności na rynku, robiąc go początkowo tylko na własne potrzeby. Pierwszymi produktami były banany (tym ustojstwem zajmiemy się szczegółowo poniżej) i systemy do napinania taśmy. Z ciekawostek, nazwa marki „petram”, to z łacińskiego „skała”. Wzór logo z kolei to Jastrzębia Turnia w Sokolikach. A wracając do kolorów, to Petram jest cały niebieski…

A ten niebieski sprzęt jest precyzyjny jak szwajcarski zegarek. Tu wchodzi inżynieria na najwyższym poziomie, połączona z materiałami rodem z NASA. Bo co to w zasadzie znaczy „komponenty CNC z anodowanego aluminium lotniczego”? Najlepiej wyjaśnią nam to w języku polskim tzw. rzeczowniki abstrakcyjne: CNC – precyzja i technologia, anodowane – trwałość i odporność, aluminium lotnicze – lekkość i wytrzymałość klasy premium. Efekt końcowy jest taki, że parametry materiałów (stosunek wytrzymałości do ciężaru), a także innowacyjne projekty konstrukcyjne i technika produkcji, sprawiają, że niektóre akcesoria w Petram są najlżejszymi w swojej kategorii na świecie. Zachowując przy tym wszelkie, wyśrubowane normy bezpieczeństwa.

Aeris Mono – ultralekki banan

Nim przejdziemy do Aeris Mono, zajmiemy się samym bananem. Banan to przyrząd do blokowania taśmy (weblock) – po prostu jej trzymacz. Kiedy już naciągniemy taśmę, wkładamy ją do banana, a banan nam ją trzyma i nie puszcza. Co ciekawe, banan to nazwa międzynarodowa i jest to najpopularniejszy trzymacz taśmy na świecie.

Aeris Mono Weblock

Nie ma go w zestawach dla początkujących, gdzie funkcję tę pełni napinacz. Jednak jego działanie kończy się gdzieś przy 30 metrach taśmy. Żeby napiąć dłuższe taśmy, będziemy potrzebowali już jakiegoś systemu do napinania oraz właśnie banana.

Pierwszy banan Petram, ten z 2014 roku, ważył około 0,5 kg i był wykonany ze stali nierdzewnej… A teraz robimy skok do 2021 roku. To niby tylko 7 lat, ale skok jak z warsztatu wujka Mietka do hangaru SpaceX. Aeris Mono waży tylko 100 g i jest najlżejszym bananem na świecie. Precyzyjnie wykonany w technologii CNC (Computerized Numerical Control, czyli komputerowe sterowanie urządzeń numerycznych), z ultralekkiego stopu aluminium i dodatkowo poddany anodowaniu, zyskując ochronę na czynniki atmosferyczne.

To produkt dopracowany totalnie, spełniający wymagania najbardziej wybrednych i najbardziej potrzebujących. A kto może być tym najbardziej potrzebującym, a zarazem doświadczonym slacklinerem? O tym w dalszej części.

Cito – chwytak ninja

Skoro banana (weblock’a) nazwaliśmy po polsku trzymaczem taśmy. To przy webbing grip’ach będzie to brzmiało jeszcze bardziej kanciasto i zabawnie. Będą to przytrzymywacze taśmy albo jej chwytaki. Nam bardziej pasuje „chwytak”, więc niech taka robocza nazwa, póki jakaś ciekawsza nie wpadnie do głowy, zostanie. Chwytak służy do krótkotrwałego przytrzymania i zablokowania taśmy – dokładnie na czas jej napinania lub luzowania. Zazwyczaj jest połączony z systemem do napinania taśmy i kiedy ta zyska odpowiednie, zadowalające slacklinera, napięcie, zostaje przełożona do banana. Chwytak wtedy kończy swoją pracę. Jest więc to przyrząd niezwykle istotny.

Pierwszymi chwytakami, które pamiętamy, były takowe marki LineGrip. Firma ta na prawie dekadę zmonopolizowała światowy rynek chwytaków do taśmy. Nazwa marki tak się utrwaliła w środowisku, że do dziś część slacklinerów pytając o chwytak, pyta o linegripa. Ale cóż, tak bywa, Marokańczycy, pytając o jogurt, pytają o danone. A wracając do tematu, pierwszy LineGrip z 2010 roku ważył 1,2 kg, a jego najbardziej odchudzona wersja, z 2016 roku, 90 g.

Cito wchodzi na rynek w 2019 roku, meldując się z wagą 50 g. Znowu naj. I to po dwakroć naj. Najlżejszy i najmniejszy chwytak na  świecie. Dzięki temu Cito zawsze może być pod ręką: „na cito”. Jak zapalniczka u palaczy. Materiały: Aluminium/Vibram/Dyneema. Ten chwytak jest bezkonkurencyjny w swojej klasie.

Cito Webbing Grip

A wracając do pytania, dla kogo taki lekki sprzęt slackline jak Aeris Mono czy Cito? To trochę tak, jak ze sprzętem kempingowym. Jeżeli podjeżdżamy furą pod kemping, to pakując się, wrzucamy do bagażnika wszystko jak leci. Jeśli jednak ruszamy na kilkudniowy trekking lub wyprawę rowerową, zaczynamy szukać ograniczenia gabarytu i ciężaru. Tak też się dzieje, kiedy zamierzamy zamotować taśmę w górach, gdzie trzeba dojść. A czasem jeszcze się powspinać. Wtedy różnica w wadze sprzętu 150 g czy 1,5 kg zaczyna być istotna. To samo dotyczy riggerów, którzy dbają o taśmy na festiwalach slacklinowych. Cały czas je dopinając bądź luzując i sprzęt noszą od rana do wieczora przy sobie. Ale ale… zarówno Aeris Mono, jak i Cito równie dobrze sprawdzą się w parku, przy wieszaniu taśmy longline, w centrum miasta.

Coelum – nowa taśma, stara dusza

Była kiedyś taka znana niemiecka marka zajmująca się sprzętem slackline. Nazywała się Landcruising Slacklines. Miała taki topowy, uwielbiany przez slacklinerów, produkt. To była taśma Unicorn. Tak, dokładnie – jednorożec. Dziś tej marki i tej taśmy już nie ma. Jest za to Coelum.

Coelum Webbing

Coelum jest tkana w tej samej fabryce co Unicorn. Ma podobny splot – kręgosłup taśmy, pamiętacie? – a co za tym idzie, podobne właściwości i parametry. Oczywiście są tam innowacje Kuby, na korzyść slacklinera, wiadomo. Niemniej nie ma wielkiej przesady w stwierdzeniu, że Coelum ma w sobie kawałek duszy Unicorna. Bo taśmy mają duszę. Serio. Nie wiedziałeś? Nie wiedziałaś? Teraz już wiesz.

Coelum ma duszę niebiańską („coelum” po łacinie to „niebo”) i biały kręgosłup z seledynowym twistem. Jest taśmą poliestrową, o rozciągliwości prawie jak taśma nylonowa.

Co czyni ją idealną zarówno przy pokonywaniu długich dystansów, jak i do zabawy z trickami na krótszych odcinkach. Czy to na wysokości, czy jako longline w parku, zapewnia idealne proporcje pomiędzy zabawą (rozciągliwość) a bezpieczeństwem (wytrzymałość).

Petram Slacklines – podsumowanie marki

Wyżej przedstawiliśmy topowe produkty Petram Slacklines. Niemniej oferta marki jest dużo szersza i znajdziesz tu m.in.: ringi do freestyle, lonże do highline, innego rodzaju weblock’i, czy miękkie szekle. Kuba cały czas projektuje i dopracowywuje szczegóły. Aktualnie na tapecie jest superlekki system do napinania taśmy… i także „coś” dla mniej doświadczonych slacklinerów??? Hmmm, mamy nadzieję, że nie była to tajemnica? Poza tym Petram zaprojektuje Ci i wykona specjalne rzeczy na specjalne zamówienie.

A zastanawiałeś się może, dlaczego strona Petram Slacklines nie ma polskiej wersji językowej? Otóż nie mamy (jeszcze?) takiej liczby doświadczonych slacklinerów, żeby to miało sens. Ekonomiczny sens. Rynkiem zbytu Petram musi być cały slacklinowy świat. I tak jest. Petram ma bardzo innowacyjne projekty i wykonanie high-end. Jeśli w slacklinowym świecie istnieje odpowiednik szwajcarskiego zegarka, to powstał we Wrocławiu, nosi niebieskie barwy i waży zdecydowanie mniej niż twoje ego po pierwszym kroku na highline. Petram Slacklines to marka dla tych, którzy wiedzą, co robią, i chcą sprzętu, który wybacza tylko jedną rzecz – grawitację. Precyzja CNC, aluminium lotnicze, minimalistyczny design i komponenty lekkie jak powietrze. To nie jest sprzęt do nauki slackline. To sprzęt do latania.


Cat on Slack – kocia zwinność i stalowa wytrzymałość

Z tą marką mieliśmy pewien problem. Problem wyłącznie redakcyjny. Na wstępie zaznaczyliśmy, że w artykule opiszemy polskie, istniejące marki slacklinowe, które są rozpoznawalne również za granicą. I wszystko się tu prawie zgadza. Bo Cat on Slack jest polski i za granicą znany. Jednak… działalność marki została niedawno zawieszona.

Zdecydowaliśmy się więc na mały kompromis i poświęcimy Catowi ten akapit — choćby dlatego, że jego sprzęt slackline wciąż można zamówić.

Markę Cat on Slack założył Michał Guz w 2015 roku, w Warszawie. To klasyczny przykład polskiej myśli inżynieryjnej – Michał studiował mechanikę i budowę maszyn. Podobnie jak Kuba z Petram, zaczął od bananów i systemu do napinania taśmy. Przewinął się też zestaw dla początkujących, ale to właśnie banany pozostały flagowym produktem marki.

Cat on Slack najczęściej wysyłał sprzęt za ocean — głównym rynkiem były Stany Zjednoczone. A same banany? To małe cudeńka ze stali nierdzewnej, gdzie niestalowy jest tylko jeden element: aluminiowa tulejka. W zależności od modelu, waga waha się między 225 a 290 gramów.

Kot na slacklu

Z tego, co nam wiadomo, można jeszcze zamówić trzy modele – do wyczerpania zapasów. Zainteresowanych odsyłamy do kontaktu przez firmowego Messengera.



Polski sprzęt slackline – podsumowanie

Polska scena slacklinowa ma się czym pochwalić. Trzy marki, które opisaliśmy – Slackhouse, Petram i Cat on Slack – tworzą sprzęt slackline, który nie tylko zadowala najbardziej wymagających użytkowników, ale w niektórych kategoriach śmiało wyznacza standardy światowe.

To produkty, które powstają z pasji, doświadczenia i znajomości realnych potrzeb slacklinerów. Projektowane przez praktyków i inżynierów, testowane w parku, na zawodach i w górach. Waga, wytrzymałość, funkcjonalność, estetyka – wszystko jest tu przemyślane. I co ważne – stosunek jakości do ceny wypada naprawdę dobrze.

Nie musisz sięgać po masowe, generyczne rozwiązania z Decathlonu czy Amazona. Mamy w Polsce producentów, którzy robią rzeczy unikatowe, często najlżejsze, najtrwalsze albo po prostu najlepiej zaprojektowane na świecie. A przy tym – wspierasz ludzi z naszej własnej społeczności.

Jeśli szukasz sprzętu slackline, który spełni Twoje oczekiwania – od pierwszego kroku po kilometrowy projekt nad przepaścią – nie musisz patrzeć daleko. Mamy to tutaj. I mamy z czego być dumni.